Sebastian Karpiel-Bułecka (47 l.) ma powody do radości? Jego żona Paulina Krupińska-Karpiel (36 l.) właśnie przekazała fanom podziękowania za składanie gratulacji w związku z rzekomą ciążą. Choć zakochani mają już dwójkę dzieci: Antoninę oraz Jędrzeja, dużo mówi się na temat trzeciego dziecka, które miałoby się pojawić na świecie jeszcze przed
Na spotkanie w centrum Warszawy spóźnia się ponad pół godziny. Ale gdy już dociera na miejsce, jest tak przejęty, że nie sposób się na niego gniewać. Już po chwili przekonuję się zresztą, że warto było czekać. Jest błyskotliwy, dowcipny, a przede wszystkim zaskakujący. GALA: Czujesz się atrakcyjny? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Jeśli chodzi o wygląd, nie umiem tego ocenić. A wewnętrznie staram się być... GALA: Na czym te starania polegają? Na byciu mądrym. I dobrym. GALA: A bycie mądrym i dobrym na czym polega? Na podejmowaniu decyzji, które prowadzą człowieka w odpowiednim kierunku. Mądry jest ten, kto prócz końca własnego nosa potrafi dostrzec innych i ich potrzeby. Bo tak naprawdę tyle jesteśmy warci, ile możemy dać drugiej osobie. Odczuwam wielką satysfakcję, gdy coś dla kogoś zrobię, w czymś pomogę. Głęboko wierzę, że pomaganie innym ma sens. I to nie jest żadne kadzenie. Głupkiem dla mnie jest narcyz i egoista. GALA: Mówisz to z pasją. Podobno u innych najbardziej drażnią nas te cechy, które próbujemy w sobie zwalczyć. Może więc jesteś ukrytym egoistą? Zawsze miałem skłonność do tego, żeby koncentrować się tylko na swoich problemach. Uważałem je za najważniejsze na świecie. Byłem skupiony na tym, by to mnie było dobrze i żebym szedł przez życie wygodnie. Nie myślałem o rodzinie, która od sześciu lat mieszka w Chicago. Zdarzało mi się zapominać o moich najbliższych w chwilach, w których bardzo mnie potrzebowali. Od tamtej pory się zmieniłem, ale tak naprawdę cały czas ze sobą walczę. GALA: Czego żałujesz? Żałuję tego, co każdy - że kiedyś nie miałem takiego rozumu. Ale to jest naturalne. Człowiek do wszystkiego musi dojść sam, metodą prób i błędów. Czasem musi się też sparzyć. Patrzę na 16-letniego syna kolegi z zespołu i nogi się pode mną uginają. Jak sobie przypomnę siebie w jego wieku i to, co wyprawiałem... Co moja mama musiała przeżywać. Bała się, że zmarnuję sobie życie. Bała się, że źle skończę. Mam jednak nadzieję, że jej to wynagrodziłem. Udało mi się skończyć studia architektoniczne. To było jej wielkie marzenie. GALA: Co takiego wyprawiałeś? Byłem łobuzem. Piłem. I nie chodzi o lampkę wina. Dawałem klasyczną banię. GALA: Na czym polega klasyczna bania? Na tym, że człowiek się upija. Czasem urywał mi się film, czasem piłem przez kilka dni z rzędu. GALA: Wpadałeś w cug alkoholowy? Graliśmy głównie w knajpach. Pojawiał się alkohol. Wieczorem zaliczałem więc banię, rano wstawałem, znowu graliśmy i znów bania. To było niebezpieczne. Ludzie z mojego otoczenia nie wróżyli mi dobrej przyszłości. Twierdzili, że nadaję się do leczenia. Jakoś się wyprostowałem. GALA: A jak sobie teraz radzisz?… Nie mam już do tego zdrowia. Kiedyś człowiek rano wstawał, otrzepał się i poszedł dalej. Teraz na drugi dzień umieram. Dlatego już się nie upadlam. Nie czuję takiej potrzeby. GALA: Nie chcesz opowiadać o swoim życiu prywatnym ani o partnerce… Nic nie poradzę. Nie należę do tych, którzy muszą obwieścić całemu światu, że kogoś kochają. Dla mnie ta sfera jest bardzo intymna, tylko moja. I niech tak zostanie. GALA: Skoro to dla ciebie temat tabu… Nie chodzi o to, że to jest jakieś tabu. Jestem przeciwnikiem afiszowania się z uczuciami. Ale kto wie? Może kiedyś to się zmieni? Może przyjdzie w moim życiu taki czas, że też będę chciał się podzielić z ludźmi tym, że kogoś kocham? W końcu tylko krowa nie zmienia zdania. GALA: To niesamowite, że unikasz pytań o związek, ale z tego, co wiem, nie masz problemów z rozmową o seksie. No ale jaki to wstyd? Bardzo ważne jest, by nie oddzielać seksu od miłości. To się dla mnie liczy. GALA: Nigdy nie zdarzyło ci się uprawiać seksu bez miłości? Nie. I nigdy mi się nie zdarzy. GALA: Nigdy nie mów nigdy… Wiem, ale taki mam plan. Tak bym chciał żyć. Gdybym postępował inaczej, czułbym niesmak. Fajnie jest kochać się z kimś, do kogo coś czujemy, bo wtedy wszystko się zazębia. I ma sens, daje siłę. Myślę, że ludzie, którym kiedykolwiek zdarzyło się kochać bez miłości, prędzej czy później żałują. GALA: Kobietom rzeczywiście trudno jest oddzielić seks od miłości, ale mężczyźni rzadko mają z tym problem. Wiem, ale ja akurat tak nie mam. Może dlatego, że wychowywałem się bez ojca. Może to bierze się stąd, że moja mama wpoiła we mnie pewne wartości, które teraz wyrażają się w moim stosunku do seksu i miłości. GALA: Masz żal do ojca, że nie było go, gdy dorastałeś? Miałem. Jak każdy normalny chłopak potrzebowałem ojca, ale musiałem sobie dawać radę bez niego. Ale dorosłem do tego, by skończyć z tym żalem. Tak jest lepiej. GALA: Mama nauczyła cię, jak należy postępować z kobietami? Na pewno się starała. Uczyła mnie, jak traktować kobiety, jak się do nich odnosić i jak z nimi postępować. Głównie chodziło o szacunek - wpajała mi to od dziecka. Ale ponieważ nie było ojca, to nie widziałem, jak relacje między kobietą a mężczyzną powinny wyglądać. To była totalna trudność! Do wielu rzeczy musiałem dochodzić sam. Na pewno popełniłem tysiące gaf. Zresztą cały czas się uczę. Z kobietą tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co zrobić, żeby było dobrze. Czasem człowiek się stara i już mu się wydaje się, że jest ok, a zaraz potem okazuje, że wcale nie, bo jej chodziło zupełnie o coś innego. GALA: Podobno całkowite porozumienie między kobietą i mężczyzną jest niemożliwe… W związku bardzo potrzebny jest kompromis, wyrozumiałość. Nie należy też brać wszystkiego do siebie. GALA: I kto to mówi! Mężczyzna, który przeżywa każdą kłótnię z partnerką. To prawda. Jestem emocjonalny, niektórzy twierdzą nawet, że nadwrażliwy. Do tego stopnia, że z powodu kłótni potrafię przez dwa dni nie jeść, co nie jest dobre, bo cierpię, a tak naprawdę niczego to nie zmienia. W dodatku jestem wybuchowy. Jak się wkurzam, to używam brzydkich słów. W ten sposób się rozładowuję. Pokrzyczę i za chwilę mi przechodzi. GALA: Dobrze, że nikogo nie bijesz. Biję siebie. Zwykle ze złości uderzam się w udo i potem mnie boli. GALA: Zdarzyło ci się kiedyś płakać przez kobietę? Płakałem, gdy czułem się bezradny. Robiłem wszystko, aby było dobrze, a nic się nie udawało, legło w gruzach i nie miałem żadnych argumentów, żeby to jakoś posklejać. Ludzie nie powinni się ranić. GALA: Kiedy zamierzasz założyć rodzinę? To przecież twoje największe marzenie. To prawda. I walczę, żeby tę rodzinę mieć, żeby mieć dom, w którym ktoś będzie na mnie czekał. To jest podstawa egzystencji. Bez tego wiele rzeczy nie ma sensu. GALA: Nawet granie? Nawet. Powrót do pustego pokoju w hotelu to jest dramat. GALA: Mimo to postawiłeś na muzykę i Zakopower podbił serca słuchaczy. Bardzo się z tego cieszę, ale z drugiej strony tęsknię za rysowaniem. Otworzyłem pracownię, która nazywa się Zakopower Projekt. Właśnie skończyłem projektować dom dla przyjaciela Wojtka Topy. Gra ze mną w zespole. GALA: Jaki to dom? Połączenie tradycji z nowoczesnością. Udało mi się nowoczesne rozwiązania architektoniczne powiązać z tradycyjną góralską formą. Jestem zadowolony. Myślę, że jeśli chodzi o architekturę, tą drogą chciałbym iść dalej. Ale też nie będę zamykać się na inne koncepcje. GALA: Da się pogodzić muzykę z architekturą? Potrzeba dużo samozaparcia. Gdy mamy koncerty, jest trudniej. Ale często, gdy wracam, nie mam nic do roboty. Wtedy mogę usiąść i rysować. Super odskocznia. Zapominam o graniu, o harmidrze, podróżach, bo rysowanie, podobnie jak granie, jest zajęciem kreatywnym. Architektura i muzyka to pokrewne dziedziny sztuki, obydwie zajmują się budowaniem przestrzeni wokół człowieka. GALA: Co chętnie projektujesz? Duże kubatury w krajobrazie, który trzeba uszanować i podkreślić jego wartość i piękno. Dla mnie takim wyzwaniem była moja praca dyplomowa. Miałem zaprojektować aqua park na Butorowym Wierchu. To mnie naprawdę kręci. GALA: Często jesteś w Tatrach? Tam jestem u siebie, więc jeżdżę tak często, jak tylko się da. Zakopane mnie wycisza i gasi emocje. Na problemy, które wydawały mi się nie do ogarnięcia w Warszawie, umiem w domu spojrzeć z boku i nabrać do nich dystansu. GALA: Skąd się wziął twój przydomek rodowy: Bułecka? Moja prababcia leżała w szpitalu. Jej mama, czyli moja praprabacia pracowała wtedy w piekarni i codziennie przynosiła jej bułki. Bułka była wtedy rarytasem, ponieważ na Podhalu panowała bieda. Koleżanki prababci, które leżały z nią w jednej sali, nazwały ją Bułecka. Ten przydomek przylgnął do całej naszej rodziny. Na Podhalu mieszka wiele osób, które noszą to samo nazwisko, a nie są ze sobą spokrewnione. Przydomki pozwalają rozróżnić rody. autor: Anna Zakrzewska Nr 51-52/2007, od 17 do 28 grudnia 16 t. views, 11 likes, 0 loves, 2 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Onet Wiadomości: Sebastian Karpiel-Bułecka: mama nigdy nie miała odwagi rozmawiać o tego typu sprawach. Ja nie InstagramZnacie zespół Zakopower? Z pewnością. A wiecie, że to góralski zespół, a liderem jest Sebastian Karpiel-Bułecka? To tylko jeden z wielu znanych przedstawicieli rodzin Karpieli. Ta góralska familia ma także innych, znanych przedstawicieli - i to nie tylko w świecie muzyki, ale i sportu. Są wśród nich także znani architekci. Zobaczcie znaną rodzinę Karpiel-Bułecka. Kliknij w przycisk "zobacz galerię" i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE. FLESZ - Kawa na czczo pogarsza zdrowieRodzina Karpieli z Zakopanego i Kościeliska doskonale znana jest pod Giewontem od bardzo dawna. Zasłynęli przede wszystkim jako znakomici góralscy muzykanci. Obecnie nestorem rodu jest Jan Karpiel-Bułecka - wybitny góralski muzyk, ale i doskonały regionalista. Ponadto jest znanym architektem, człowiekiem pełnym dystansu i poczucia humoru. W 2007 roku został odznaczony nagrodą Oskara Kolberga - za zasługi dla kultury ludowej. Także jego śp. rodzice byli znani. Ojciec Bolesław Karpiel-Bułecka również był słynnym skrzypkiem prymistą i zbieraczem nut podhalańskich. Także został laureatem Nagrody im. Oskara Kolberga w 1997 r. Z kolei mama Jana Karpiela - Zofia, to słynna Ciotka Bułeckula. Zmarła niedawno. Była duszą towarzystwa. Mówiło się, że nie ma dobrego wesela na Podhalu, na którym nie było by pani Zosi. Na zaślubiny górali latała często także do USA. Szerzej w Polsce znani są także brat Jaśka - Sebastian Karpiel-Bułecka. Lider zespołu Zakopower mieszka na co dzień w Kościelisku. Jego twórczości nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ich album "Boso" był wielokrotnie nagradzany w Polsce. Zespół Zakopower wystąpił nawet na jednej z najsłynniejszych scen świata - Carnegie Hall w Nowym Jorku. Góralska rodzina Bachleda-Curusiów to nie tylko Alicja. Spra... Znani są także synowie Jaśka. Staszek Karpiel-Bułecka jest liderem zespołu Future Folk. Co jakiś czas można zobaczyć go także w licznych programach telewizyjnych, gdzie pojawia się jako celebryta. Zanim jednak złapał za mikrofon, znany był ze swoich dokonań narciarskich. Uznawany jest za jednego z pionierów freeskiingu w Polsce. Za to perfekcyjnie w tym sporcie odnalazł się Szczepan Karpiel-Bułecka - młodszy brat Staszka. Szczepan jest wielokrotnym mistrzem Polski w tej widowiskowej dyscyplinie narciarskiej. Startował także w zawodach rangi Pucharu Świata. Staszek i Szczepan mają jeszcze jednego brata - który poszedł w architektoniczne ślady ojca. Jan Karpiel Bułecka junior jest znanym architektem, który wraz ze wspólnikiem w tej dziedzinie zdobywa uznanie nie tylko w Polsce. On również ma na swoim koncie osiągnięcia sportowe - we wspinaczce i skialpinizmie. TOP 10 szlaków na jesienne wyprawy w Tatrach. Zobaczcie, gdzie warto iśćTuryści oszaleli na punkcie tego miejsca w Tatrach. Instagram pełen zdjęć!Które tatrzańskie schroniska karmią najlepiej? Oceny wg TripadvisorW Tatrach już czuć jesień. Zobacz pierwsze oznaki tej pory roku w górach Tak ćwiczą się kandydaci na ratowników TOPR. Jest ciężko!Tatry. Remonty szlaków idą pełną parą. To ciężka ręczna robota [ZDJĘCIA]Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera 16 mil views, 11 likes, 0 loves, 2 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Onet Wiadomości: Sebastian Karpiel-Bułecka: mama nigdy nie miała odwagi rozmawiać o tego typu sprawach. Ja nie Sebastian Karpiel-Bułecka: u mnie w domu nie rozmawiało się o seksie.
fot. Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka w maju powitali na świecie swoje drugie dziecko. Para jest teraz szczęśliwymi rodzicami niespełna 2-letniej Antosi i maleńkiego Jędrka. Paulina i Sebastian nigdy nie ukrywali, że rodzina jest dla nich najważniejszym priorytetem. Chociaż nie zrezygnowali całkowicie z aktywności zawodowej, jest ona zdecydowanie na dalszym planie, niż opieka nad dziećmi. Miss Polonia przeprowadziła się do Zakopanego i wspólnie z partnerem wychowuje pociechy z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Krupińska i Karpiel-Bułecka to jedna z nielicznych show-biznesowych par, które za wszelką cenę walczą o zachowanie prywatności. Chociaż pozostają w regularnym kontakcie z fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych, swoje szczęście wolą przeżywać z dala od ścianek i błysku fleszy. Pomimo tego, że są w związku od kilku lat, próżno szukać w sieci ich oficjalnych wspólnych zdjęć. Informacja o tym, że muzyk i Miss Polonia są razem, wyciekła do mediów zupełnym przypadkiem - znajoma pary umieściła w mediach społecznościowych zdjęcia z wesela, na którym Paulina i Sebastian pojawili się jako para. Nigdy nie pokazują twarzy dzieci, nie zgadzając się również na reklamowanie produktów dla maluchów. Paulina Krupińska pokazała synka To chyba właśnie dzięki stronieniu od pierwszych stron gazet i okładkowych sesji, Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka są tak lubiani. Teraz muzyk udzielił "Na żywo" wzruszającego wywiadu, w którym opowiada o swoim ojcostwie. - Miłość do moich dzieci rekompensuje mi w stu procentach wszystkie ograniczenia, które ze sobą przyniosły. Brzmi jak banał, ale tak po prostu jest. Zawsze lubiłem dzieci, ale kiedy patrzę na własne, rosną mi skrzydła, nawet po nieprzespanej nocy. Czy to nie piękne słowa? Sebastian dodaje jeszcze: - To, że udało mi się w końcu spotkać tę kobietę i założyć upragnioną rodzinę, jest zasługą mojej wiary. Wymodliłem sobie swoje szczęście. Paulinie i Sebastianowi życzymy pociechy z dwójki uroczych szkrabów i trzymamy kciuki, aby ich szczęście trwało wiecznie! ❤️ Post udostępniony przez Zakopower (@zakopower_official) 14 Sie, 2016 o 9:14 PDT
Sebastian Karpiel-Bułecka od ponad 4 lat jest mężem Pauliny Krupińskiej, prezenterki telewizji Polsat. Para doczekała się już nawet potomstwa. Choć rodzina się rozwija, zmaga się też z problemami standardowymi dla wszystkich par. Wcześniej mówiła o tym Krupińska, a teraz jej mąż rozwinął ten wątek.
Data utworzenia: 24 maja 2017, 5:14. Data aktualizacji: 23 maja 2017, 16:44. Zachcianki ciążowe to z oczywistych względów domena kobiet. Wygląda jednak na to, że w tym przypadku tata folgował sobie jeszcze bardziej niż mama. Sebastian Karpiel-Bułecka (41 l.) wyhodował pokaźnych rozmiarów brzuszek! Sebastian Karpiel-Bułecka z córką Foto: licencja FAKT Piękna ukochana lidera zespołu Zakopower, Paulina Krupińska (30 l.), właśnie urodziła drugie dziecko. Można w ciemno zakładać, że modelka błyskawicznie dojdzie do formy po ciąży. Ale jej partnerowi nie będzie tak łatwo – sądząc po wylewającym się ze spodni brzuszku, czeka go sporo pracy, by odzyskać pożądaną sylwetkę... To nie jedyna zmiana, jaką przeszedł w ostatnim czasie Sebastian. Niegdyś lubił towarzyskie wypady z kumplami na miasto, ale od kiedy na świat przyszła jego pierwsza córka Antosia (2 l.), nie widzi świata poza domowym ogniskiem. Robi zakupy, gotuje, prasuje i chętnie spełnia się w roli ojca. A że przy tym nieco się zaniedbał? Coś za coś! Karpiel-Bułecka pokazał córkę Zobacz także Menedżer Krupińskiej potwierdza: Paulina urodziła drugie dziecko /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z córką licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka przytył /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z córką licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka podjadał gdy jego ukochana była w drugiej ciąży? /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z córką licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka ma teraz okrągły brzuszek /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z córką licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka pokochał rolę ojca /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z córką licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka zapomniał o siłowni /8 Sebastian Karpiel-Bułecka z brzuszkiem na zakupach licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka stał się teraz domownikiem /8 Sebastian Karpiel-Bułecka licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka pod sklepem /8 Sebastian Karpiel-Bułecka licencja FAKT Sebastian Karpiel-Bułecka na zakupach Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:

jkruk 20180708 stanisŁaw karpiel buŁecka opatowiec dsc 4667.jpg 2,470 × 3,515; 798 kb Magdalena Soszyńska-Michno i Stanisław Karpiel-Bułecka (cropped).jpg 598 × 598; 142 KB Stanisław Karpiel-Bułecka i Matt Kowalsky Life Festival Oświęcim 2013.jpg 1,024 × 768; 443 KB

Sebastian Karpiel-Bułecka słynie z rodzinności. Choć muzyk stroni od pokazywania szczegółów ze swojego życia, nie ma wątpliwości, że jego bliscy są dla niego najważniejsi. Tym razem zrobił jednak wyjątek i podzielił się z obserwatorami wspomnieniem o zmarłym w 2017 r. ojcu, Bolesławie Karpielu-Bułecce. Sebastian Karpiel-Bułecka - kariera i życie prywatne Sebastian Karpiel-Bułecka to lider folkowej formacji Zakopower. Wszyscy znają go z piosenek takich jak "Tak ma być", "Boso" czy "Kto nas woła". Z wykształcenia jest architektem. Ukończył studia na Wydziale Architektury na Politechnice Krakowskiej im. Tadeusza artysta jest związany z Pauliną Krupińską-Karpiel, jedną z prowadzących Dzień Dobry TVN. Małżeństwo ma dwoje dzieci: córkę Antoninę Hannę (ur. 27 lipca 2015) i syna Jędrzeja (ur. 15 maja 2017).Sebastian Karpiel-Bułecka - ojciecSebastian Karpiel-Bułecka postanowił w wyjątkowy sposób uczcić pamięć o swoim ojcu. Bolesław Karpiel-Bułecka był pochodzącym z Podhala muzykiem, lutnikiem, tancerzem, gawędziarzem i działaczem społecznym. Zmarł w 2017 r. - Zwieńczenie słupa na tarasie, który wykonał mój śp. Tata - czytamy we wpisie. Bolesław Karpiel-Bułecka - kim był?Mężczyzna urodził się 11 października 1927 roku w Kościelisku. Z wykształcenia był technikiem budowlanym i projektantem domów oraz wnętrz. Na Podhalu zasłynął jako muzyk i współzałożycielem i kierownikiem zespołów: "Polaniorze", Zespołu im. Klimka Bachledy, Zespołu im. Bartusia Obrochty. Tworzył wiele programów artystycznych, zaprojektował i zbudował kilka domów regionalnych. Uczył stolarstwa odznaczony przez władze państwowe Złotym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Krzyżem Zasługi, odznaką "Zasłużony działacz kultury" oraz złotą odznaką "Za zasługi dla Zakopanego". Pod postem Sebastiana znalazło się wiele komentarzy - wielu fanów artysty doceniło kunszt wykonania rzeźby, pojawiło się także wyjątkowe wspomnienie: "Twój tata zrobił mi piekna kołyskę Dla mojej córki 1979 jak był w Chicago"Wszystkie odcinki Dzień Dobry TVN i Dzień Dobry Wakacje znajdziesz w serwisie też:Zobacz wideo: Paulina Krupińska o sebastianie Karpielu-BułecceAutor: Oskar Netkowski
Sebastian Karpiel-Bułecka, znany jako muzyk i były prowadzący, oraz jego żona Paulina Krupińska postanowili podjąć odważną decyzję, która znacząco zmieni ich życie. Para, dotychczas zamieszkująca w domu rodzinnym Sebastiana, postanowiła wybudować własny dom w malowniczym Zakopanem.
fot. ONS Dzieciństwo... to najszczęśliwszy czas w moim życiu. Kościelisko, dom dziadków, dwa pokoje. Co wspominam? Pracę, ciągłą pracę. Mieliśmy hektar pola. W lecie nie wyjeżdżałem na wakacje jak dzieci z miasta, tylko grabiłem siano. Tak już jest na wsi. Byłem oczkiem w głowie babci. Kiedy mama się ostro złościła, ona zawsze stawała za mną. Miała wielu wnuków, ale to ja z nią mieszkałem. W grudniu prowadziła mnie o świcie na roraty. Fajnie było, szliśmy sobie za rękę. Wiara... Tak, jestem wierzący, to mi odpowiada. Daje w życiu siłę i spokój. Do wielu rzeczy podchodzę naturalnie, choćby do śmierci. Bo nic się nie kończy, idziemy dalej. Obydwoje dziadkowie zmarli przy mnie. Nie w szpitalu, tylko w tym domu, w którym żyli. Dziadek nagle, miał zawał. Babcia chorowała na nowotwór, cierpiała. Dużo z nią rozmawiałem. O czasach wojny, naszych koligacjach rodzinnych. To mnie pasjonowało. Gdy odeszła, tęskniłem. Pamiętam ten dzień bardzo mocno. Przybiegł wujek – brat mamy, babcia leżała w łóżku, wszyscy staliśmy nad nią, paliła się gromnica i ona przy nas o... rodzinie, więc ją sobie wymyśliłem. Sam jestem, mam tylko przyrodnie rodzeństwo. Starszych brata i dwie siostry. Że mieszkam bez ojca, przed dziećmi się nie przyznawałem. W podstawówce opowiadałem różne historie, o tym, jaki mój ojciec jest wspaniały. Jaki ma piękny samochód. Zmyślałem, żeby nie być inny. I gdzieś tam mieć choć namiastkę spełnionych marzeń. Nigdy nie widziałem, jak powinny wyglądać relacje między kobietą i mężczyzną w związku. Jak sobie radzę? Sam do wszystkiego dochodzę. Kiedy mi źle... płaczę. Mama mnie życia uczyła. Nigdy nie powiedziała: „Musisz być twardy, chłopaki nie płaczą”, więc się nie wstydzę łez. To ludzkie. Każdy ma do nich prawo. To to wrażliwa, delikatna osoba. Taka nawet za bardzo, martwi się wszystkim. Przez nią i ja taki jestem. Nie umiem do pewnych spraw podejść z dystansem. Kiedyś potrafiłem przejmować się każdym słowem moich kolegów. To było idiotyczne. Nikt mnie nie chciał zranić ani skrzywdzić. A ja w swojej głowie budowałem taką historię, że żaden horror by się jej nie powstydził. Walczę z tym. Każdy problem chcę szybko przegadać. Załatwić, zapomnieć. Nie dusić. Nie zamęczam się, nie zadręczam. Tak łatwiej żyć. Popatrz, mój tata. No, mogę całe życie użalać się nad sobą i mieć do niego pretensję. Ale mogę swoje życie poukładać tak, żeby nie powielić jego błędów. Co lepsze?Miałem siedem lat... gdy po raz pierwszy wziąłem skrzypce do rąk. Mama zaprowadziła mnie do sąsiada. Roman Gąsienica-Sieczka wychował wielu skrzypków na Podhalu. Jak mi coś pokazał, piłowałem to godzinami. Nie czułem, że palce bolały. Do szkoły muzycznej nie poszedłem. I dobrze. Tam jest rygor. A ja byłem wolny. Grałem w domu, na hali, w knajpie. Może dlatego tak muzykę kocham. Bo mogłem to robić, a nie musiałem. Ale na punkcie grania byłem zawsze zakręcony totalnie. Skrzypce... wymagają poświęceń. Trzeba ćwiczyć. Nie pograsz chwilę i już palce nie biegają po strunach jak powinny. Chciałem kiedyś wyrobić kartę taternicką. Trzeba było przejść ileś dróg w Tatrach. Zrezygnowałem po trzech. Człowiek wisi cały dzień na palcach. Tak puchły mi ręce, że nie mogłem grać. A grać chciałem. Przeżywałem okresy buntu... przeciwko muzyce. Rzucałem to, wykrzykując, że już mnie nie interesuje i nie będę grał. Zbierałem wtedy kasety z muzyką pop. Czego słuchałem? Strach mówić. Modern Talking, Bed Boys Blue. Skrzypce czasem leżały na szafie, ale jednak zawsze gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że do nich wrócę. Miałem szesnaście lat, gdy zacząłem na poważnie muzykować. Zostałem prymistą, pierwszym skrzypkiem w kapeli. Co wieczór koncert. Od knajpy do knajpy. Na lekcje nie trafiałem albo spałem w klasie. Za to zarabiałem dzięki muzyce. A kiedy przeciągnąłem już wszystkie struny i wylali mnie z technikum, pomyślałem: „O nie, wracam do szkoły”. Źle bym się czuł, jakbym nic nie umiał w życiu prócz grania. Maturę... zdawałem w wieczorówce. Potem bez przygotowania próbowałem zdać na architekturę w Krakowie, oblałem. Wyjechałem do to było dla mnie oczekiwanie na wielkie rodzinne spotkania. Pół mojej rodziny tam wyjechało, chrzestna matka, brat mamy. Jego już nie poznałem, zmarł miesiąc przed moim przyjazdem. No i był jeszcze mit Ameryki, ziemi obiecanej, mlekiem i miodem płynącej. Znałem to tylko z pocztówek. Przychodziły do domu. Na każdej wieżowce. Nowy Jork... zachwycił mnie. Ale reszta kraju wcale nie wyglądała tak pięknie jak na tamtych zdjęciach. Chicago. Same kurne chatki z tektury, bez gustu. Polacy mieszkają głównie w takich miejscach. W zamkniętych enklawach. Jeden góral drugiemu daje pracę. Na nic im nauka angielskiego. W polskim sklepie sobie kupią polskie ogórki i kiełbasę. Nawet „Tygodnik Podhalański”. W Ameryce grałem koncerty, przejechałem całe Wschodnie Wybrzeże. Trafiłem na Florydę. Poznałem tam emigrację z lat 70., 80., która już się czegoś dorobiła. Miałem taki przebłysk: „A może zostać? Tam zdawać na studia?”. Przeważyła miłość do Podhala. Ale podróżować lubię. To zmienia spojrzenie na świat. W zeszłym roku byłem w Maroku, Dubaju, Indiach, na Fogo, jednej z Wysp Zielonego Przylądka. Ale tylko w Polsce czuję się u siebie. W Ameryce mieszka teraz moja mama. Czasem ona dzwoni, czasem ja. Nie pytam, kiedy wróci. Architektura... zaparłem się na te studia. Zapisałem na rysunek na politechnice. I cały kolejny rok tam chodziłem. Za drugim razem się dostałem. Nie mam z tamtych czasów przyjaźni. Byłem trochę „odklejony” od reszty. Życie rozrywkowe, balangowe miałem już za sobą. Bo wyszalałem się, grając. Nie byłem dla ludzi z roku partnerem. Wiadomo, jak ktoś idzie na studia, urywa się z rodzicielskiego łańcucha, otwiera się przed nim świat. Kumple szli pić, a dla mnie to były dziecinne igraszki. Siedziałem sam w mieszkaniu. Przychodził piątek, wsiadałem w autobus z tabliczką „Zakopane”. Czasem w weekendy grałem z akademiku... spędziłem tylko chwilę. Nie chcę go pamiętać. Szary blok, pusta przestrzeń wokół, na drzewach wrony. Na szczęście poznałem kolegę, też z Podhala. Wynajmowaliśmy małe mieszkanie. Wspieraliśmy się, razem rysowaliśmy. Ależ tam był bałagan. Na podłodze leżała gruba warstwa rysunków, kalk. Kiedy zbliżała się sesja, nawet tego nie sprzątaliśmy. A po zaliczeniu pakowaliśmy wszystko do plastikowych worków i zaczynaliśmy od początku. Utrzymywałem się z muzyki. Bo nikt mi grosza nie dał. Kupiłem sobie komputer. Dzięki muzyce byłem niezależny. Mam lat... trzydzieści trzy. Cały czas rozliczam się z tego, w jakim jestem miejscu. Co już zrobiłem? Co się udało, co nie? Czego chcę? Często zdaję się na los. I chyba mam dużo szczęścia. Bo widzę, że sama ciężka praca nie zawsze wystarczy. Spotkałem na swojej drodze... ludzi, którzy mi bardzo pomogli. Najpierw Mateusza Pospieszalskiego. Miałem osiemnaście lat, kiedy zagraliśmy razem koncert w radiowej Trójce. To spotkanie przerodziło się w przyjaźń. Nadajemy na podobnych częstotliwościach, podobnie patrzymy na świat. Cztery lata temu powstało Zakopower. W domu u Pospieszalskich całymi tygodniami mieszkaliśmy z chłopakami z zespołu, przygotowując pierwszą i drugą płytę. Żona Mateusza gotowała obiady. Za nami przegadane, przepracowane noce. Dużo pięknych wspomnień. I chyba wspólny nie pamiętam. Na razie udało mi się przejść to życie bez upadków. Jak nawalałem, udawało mi się to naprostować. Na razie swoje błędy naprawiałem. W przyszłym roku, mam nadzieję, nagramy kolejną płytę. Teraz wychodzi nasze koncertowe DVD, ciekawy projekt, na którym poza Zakopower pojawiają się goście związani ze sceną jazzową, goście z zagranicy: z Kuby, z Konga. Czuję, że idę do przodu. Choć mojej muzyki nie puszczają w radiu. Czego bym chciał? Więcej rysować, rozwijać się architektonicznie. Nawet teraz w studiu nagraniowym mam otwartego laptopa i coś sobie jest czas na... rodzinę. Tak sobie myślałem. Ale teraz pochłonęła mnie muzyka. Zostawiam to losowi. Będzie, jak Pan Bóg zechce. Mama chciałaby, żebym poukładał sobie życie. Czeka na wnuki. Ostatnie słowo należy do mnie. Pogodziła się z tym. Dzieci... uwielbiam, kocham, mam z nimi totalny przelot. To działa w obie strony. Może sam jestem jeszcze trochę dzieckiem. A przez to szczęśliwym człowiekiem. Nie wolno zatracić w sobie dziecka, bo wtedy życie przestaje mieć sens. I robi się takie momenty, kiedy nie chciało mi się podnieść z łóżka. To się, z tego, co wiem, nazywa depresja. Gdy nic się nie chce. Bywało tak. Na szczęście długo mnie nigdy nie trzymało. Nikt mnie nie musiał z takiego dołu wyciągać. Sam przerywałem tę beznadzieję. Szedłem poćwiczyć na siłownię, na basen. Skąd to się we mnie bierze? Z nadwrażliwości. Pora roku tu nie ma znaczenia. Bywa piękna zima albo piękne lato i też mnie złapie. Wiem, że nie dzieje się w moim życiu nic, żeby aż tak reagować. A jednak. Wszystkim się strasznie przejmuję, denerwuję. Czasem występ nie jest tak dobry, jak mógłby, przez moje nerwy. Brak mi luzu. Ludzie myślą, że jestem... odważny, otwarty. Takie sprawiam wrażenie. Nikt nie wie, co dzieje się we mnie w środku. Kiedy jedziemy w trasę i gramy siedem, osiem koncertów w miesiącu, chudnę trzy, cztery kilo. Bo każdy występ na scenie jest totalnym wysiłkiem. I zanim wyjdę, staczam wewnętrzną walkę. Jestem wstydliwy. Bywają takie dni, kiedy śpiewając, zamykam oczy. Nie dlatego że wczuwam się w muzykę, tylko spojrzeń się tak krępuję. Zawstydzają mnie. Zawsze się przed koncertem napiję. Nie daję jak kiedyś „bani”, ale się napiję. To jest mi potrzebne. Pomaga śpiewać. Łyk czegoś mocnego rozgrzewa struny się... w Beacie. W podstawówce. Nosiłem za nią teczkę. Teraz o uczuciach wolę milczeć. Mogę o nich śpiewać, łatwiej. Jestem nieśmiały. U kobiety szukam urody, mądrości, polotu, wszystkiego po trochu. Nie lubię przeciętności. Kobieta musi mieć osobowość. Wtedy jest wyzwaniem. Wtedy czasem iskrzy. Bez miłości... życie nie ma sensu. W każdym aspekcie. Jeśli robisz coś, ale tego nie kochasz, nie robisz tego dobrze. Jeśli grasz, ale nie wkładasz w to serca, to granie jest jałowe. Niczego nie ma bez mi się, że... spacerowałem z Bobem Dylanem i rozmawialiśmy o muzyce. Bardzo miły sen. Skończyłem właśnie czytać jego biografię. W Warszawie... dwa lata temu kupiłem mieszkanie. Tu pracuję. Przywiozłem tylko kołdrę i poduszkę. Reszta już była. Jak tylko wszedłem tam, zobaczyłem ciemną egzotyczną podłogę, duże okna, dużo światła. Ściany nie były wymalowane na różowo (śmiech). Powiedziałem: niech będzie. Nie zwracałem uwagi na widok z okna. Jaki on może być w Warszawie? Oczywiście są i ładne miejsca – Łazienki, no i na Pradze jest taka plaża, a z niej piękny widok na Stare Miasto. Gdy mam wolne... staram się jechać w góry. Wsiadam w samochód, po drodze słucham jazzu, czasem klasyki, jak złapię coś w radiu. Pójdę w Dolinę Strążyską, pod sam Giewont. Tam jest taka mała herbaciarnia, gdzie można naprawdę odpocząć. Podhale jest bardzo gościnne. Pójdziesz do kogoś, to on wyciągnie na stół wszystko, co ma najlepszego. „Gość w dom, Bóg w dom”, tak byłem nauczony. W Warszawie nikt do mnie nie wpada. Każdy jest tu zajęty. Dom moich marzeń jest w górach. Kończę projekt. Najpierw chcę wybudować nieduży, nawet stu metrów nie będzie, dla ciotki i mojej mamy, jak kiedyś wróci ze Stanów. A obok stanie drugi. Dla sodowa... nie uderza mi do głowy. Najpiękniejszy? Staję przed lustrem i hm, czasem jak noc zarwę, to widzę Nosferatu – wampira (śmiech). Czy dbam o siebie? Dyskusyjne. Kremu do twarzy używam, jak mam, nigdy sam nie kupiłem, ale czasem dostaję w prezencie. Perfumy lubię, fajnie jest dobrze pachnieć. Nie tylko koniem i Raczej twardo chodzę po ziemi. Trzeba mieć świadomość, jak wszystko jest ulotne. Dziś jesteś, jutro cię nie ma. To się w tej branży często zdarza. Kariera, która polega na robieniu skandali, nie dla mnie. Ale nie będę za to Monika KotowskaJuż 3 kwietnia ukaże się najnowsza płyta Sebastiana Karpiela-Bułecki „Zakopower koncertowo”.
Sebastian Karpiel-Bułecka i Paulina Krupińska dorobili się łatki bardzo kłótliwej i wybuchowej pary. Już nie raz plotkowano o tym, że mają kryzys, a nawet zwiastowano koniec ich małżeństwa! Zresztą główni zainteresowani sami dolewali oliwy do ognia, wyjawiając szczegóły o ich małżeństwie, dotyczące np. góralskich awantur Sebastian Karpiel-Bułecka, doskonale znany z zespołu Zakopower, jest w żałobie po śmierci macochy. W sieci pojawiło się rodzinne zdjęcie, na którym muzyk żegna zmarłą w towarzystwie innych członków rodziny. Internauci nie kryli wzruszenia. Sebastian Karpiel-Bułecka to doskonale znany fanom polskiej muzyki wokalista i skrzypek. Największą popularność zdobył w formacji Zakopower, z którą wylansował wiele przebojów, między innymi "Boso", które nucił cały kraj. Album, na którym znalazła się piosenka, pokrył się potrójną platyną. Karpiel-Bułecka ma na swoim koncie współpracę z takimi gwiazdami jak Justyna Steczkowska, Grzegorz Turnau czy Wojciech było także o życiu prywatnym Sebastiana. Przez cztery lata związany był z Kayah, od 2014 roku jest w szczęśliwym związku z Pauliną Krupińską, z którą ma dwoje dzieci. Niestety, 27 czerwca muzyk Zakopower przeżył rodziną tragedię. Zmarła macocha Sebastiana, a babcia znanego z grupy Future Folk Stanisława Karpiela-Bułecki. 86-letnia pani Zofia była góralką, znaną na Podhalu jako "Ciotka Bułecka", prowadziła pensjonat oraz restaurację. Najbliżsi postanowili pożegnać ją na góralską modłę. Małgorzata Ostrowska-Królikowska uczciła pamięć Pawła Królikowskiego [FOTO] Sebastian Karpiel-Bułecka w żałobie. Pożegnał ukochaną macochęNa profilach Sebstiana i Stanisława pojawiło się zdjęcie, na którym widzimy bliskich zmarłej pani Zofii. Panowie pozują na tle malowniczych gór w ludowych strojach. Okazuje się, że fotografia powstała podczas pożegnania zmarłej, o czym poinformował SKB skład godnie pożegnał babcie Zosię - czytamy pod Chłopcy hultaje - lakonicznie napisał obu muzyków nie mają wątpliwości, że godnie pożegnali bliską im Pani Babcia z pewnością dumna z takiego orszaku - skomentował jeden z internautów. Wokalista odwiedził Tomka Brhela w "Całej Muzyce", by opowiedzieć, czy miasto jest mu tak samo bliskie jak góry, jakie czekają na niego muzyczne wyzwania ora
Sebastian Karpiel-Bułecka od lat związany jest z Pauliną Krupińską. Kilka miesięcy temu para wzięła ślub, robiąc to w tajemnicy przed mediami. Oboje są rodzicami dwójki dzieci: Antoniny i Jędrzeja. O ile Krupińska często opowiada o swojej rodzinie, o tyle jej mąż praktycznie nie udziela wywiadów dotyczących życia prywatnego. Postanowił jednak zrobić wyjątek. W rozmowie z Katarzyną Burzyńską-Sychowicz powiedział, że kiedy na świat przyszło jego pierwsze dziecko, był już naprawdę dojrzałym mężczyzną. "Moje pierwsze dziecko urodziło się, jak miałem 39 lat: dojrzałem już wtedy do ojcostwa i bardzo tego chciałem, byłem na nie absolutnie gotowy. Dla mnie to był ostatni czas na to, żeby mieć dzieci, w takim względzie, że nie chciałem być starym tatą, który nie będzie za nimi nadążał. Więc to wszystko we mnie dojrzało i miałem to szczęście, że spotkałem Paulinę i dzięki niej to moje marzenie udało się zrealizować" - mówił w rozmowie dla bloga Baby by Ann. Sebastian Karpiel-Bułecka przyznał, że był przy porodzie zarówno córki, jak i syna. Bardzo się denerwował. Nie ukrywa też, że miał obawy przed tym, co będzie się działo. "Byłem przy obu porodach. To były niezwykłe doświadczenia. Jednak przy tym pierwszym nie chciałem być. Byłem pełen obaw. To był lęk przed nieznanym; nie wiedziałem, jak to wszystko będzie wyglądało, co się będzie działo, co ja tam tak naprawdę będę robił, po co ja mam tam być… Bałem się" - mówił. Sebastian Karpiel-Bułecka o dzieciach i Paulinie Krupińskiej Okazuje się, że nie wszystko poszło tak, jak chciał tego Sebastian Karpiel-Bułecka. Otwarcie przyznaje, że modlił się i trzymał Paulinę Krupińską za rękę, ale też bardzo przeżywał to, co się dzieje i to do tego stopnia, że nieco "zdemolował" salę porodową. "Kiedy weszliśmy na salę, położna musiała akurat gdzieś wyjść. I w tym momencie Paulina stwierdziła, że to już, więc ja byłem przerażony! W końcu udało nam się ten czas przeczekać: położna wróciła i dopiero się zaczęło. Dowodem na to, jak ja to przeżyłem, jak bardzo byłem zdenerwowany, było to, że kiedy kazała mi wcisnąć dzwonek, żeby już w tej ostatniej fazie przyszedł lekarz, to zrobiłem to z taką siłą, że cała listwa nad łóżkiem, do której był on przymocowany, pękła. Więc ona na to: Dobra, dobra, już nie naciskaj. Wyjdź i zawołaj były emocje!" - mówił. Sebastian Karpiel-Bułecka wyznał, że, jeśli chodzi o charakter, to córka Antonina jest bardzo podobna do jego żony. Po muzyku podobno odziedziczyła... dłonie. Z kolei syn Jędrzej jest znacznie spokojniejszy od swojej starszej siostry. "Na pewno jest uparta. Jest bardzo żywym dzieckiem, wszędzie jej pełno, ciężko za nią nadążyć. Myślę, że czasem jej samej ciężko za sobą nadążyć. Co ma ze mnie? Na pewno dłonie, to widzę. A resztę? Ludzie mówią, że jest do mnie podobna wizualnie, choć nie wiem, czy to jest takie dobre dla niej akurat (...) Bardzo podobny do Tosi w zachowaniu: też jest bardzo żywy, ale jest mniej… histeryczny, bardziej stonowany, zdystansowany" - przyznał. Wokalista zespołu Zakopower wyznał, że choć cieszył się z narodzin córki, to zawsze marzył o tym, aby mieć syna. Jak sam przyznaje, było to dla niego niezwykle ważne, gdyż sam musiał wychowywać się bez ojca. "Pierwsza była córeczka i to była dla mnie wielka radość, ale stwierdziłem, że muszę mieć jeszcze syna. I w końcu się pojawił. Mogę śmiało powiedzieć, że dostałem od losu pełen pakiet: mogę się sprawdzić jako tata dziewczynki i tata chłopca. To jest dla mnie ważne, tym bardziej że wychowywałem się bez ojca, więc chciałem, żeby to się trochę wyrównało, żeby w moim dorosłym życiu ta pustka wypełniła się, żeby zniknęła" - mówił. Mówi się, że pojawienie się na świecie dzieci, wywraca związek do góry nogami i nic nie jest już takie samo. Często dochodzi do konfliktów i nieporozumień, a gorące niegdyś uczucie po prostu się wypala. Jak było w związku Karpiela-Bułecki i Krupińskiej? "To ma dwie strony tak naprawdę: dzieci na pewno dopełniają związek, miłość jest jeszcze większa i głębsza, a z drugiej strony to jest duże wyzwanie, bo jak się pojawiają dzieci, to jest dużo więcej powodów do kłótni. Zauważyłem, że lepiej jest, kiedy ja sam zostaję z nimi niż jak zostaję z Pauliną, bo zawsze jak jesteśmy razem, to jedno z nas liczy, że to drugie coś zrobi. A jak jestem sam, to mam zaplanowany jakiś rytm: działam po kolei. Jak jest Paulina, to myślę sobie: A dobra… Nie będę tego robił, bo pewnie ona to zrobi. A ona sobie pewnie myśli: Nie będę tego robić, bo Sebastian na pewno się tym zajmie. I w końcu nikt tego nie robi i dochodzi do jakiegoś spięcia" - wyjaśnił szczerze. Jakim ojcem jest lider zespołu Zakopower? Jak sam twierdzi, jest bardzo porywczy, a rozpierająca dzieci energia wcale nie pomaga powstrzymać nerwy na wodzy. Jak jego zdaniem sprawdza się w roli taty? "Ja jestem trochę nerwus. Często mam wyrzuty sumienia, że łatwo wybucham. Ale cóż… taki mam charakter, choć staram się nad sobą panować. Ale wiesz… jak oni cały czas skaczą, wrzeszczą. Z jednej strony wiem, że to chwała Bogu, że tak jest, ale z drugiej? (...) One naprawdę są żywe, musisz mieć wytężoną uwagę non stop. (...) I przychodzi taki moment, kiedy zaczyna mi brakować cierpliwości, zaczyna się we mnie gotować i zdarza mi się wybuchnąć. Na pewno też jestem ojcem, który nie ma problemu z okazywaniem uczuć czy zajmowaniem się dziećmi. Myślę, że jestem w porządku" - wyznał. Sebastian Karpiel-Bułecka nie ukrywał, że ojcostwo bardzo go zmieniło. Oczywiście, na lepsze. Przyznał jednak, że dla dzieci musiał zrezygnować z wielu dotychczasowych przyzwyczajeń, bez których wcześniej nie wyobrażał sobie życia. "Teraz jestem szczuplejszy (śmiech), jestem bardziej fit. A mówiąc poważnie: na pewno dojrzałem. Jestem odpowiedzialny za dzieci, za Paulinę i to sprawia, że czuję się mężczyzną. (...) Czuję, że przerabiam samego siebie: posiadanie dzieci sprawiło, że musiałem zrezygnować w dużej mierze z siebie, pozbyć się egoizmu, mój świat przestał się kręcić tylko i wyłącznie wokół mnie, zaczął się kręcić wokół rodziny" - powiedział. A jaką mamą jest Paulina Krupińska? W mediach społecznościowych modelka bardzo epatuje swoją matczyną rolą. Czy w rzeczywistości również sprawdza się w domowych obowiązkach? Okazuje się, że Sebastian Karpiel-Bułecka nie mógł się jej nachwalić, choć przyznał, że jego żona zalicza wpadki. "Ona kocha dzieci, ma świetny z nimi kontakt, jest stworzona do tego, żeby być mamą. Zawsze tego chciała. Jest bardzo dobrą i czułą matką. Mogę w samych superlatywach wypowiadać się na temat tego, jakie ma podejście do dzieci, jak się nimi zajmuje… Ale oczywiście miewa też wpadki, jak każdy. Ale myślę, że moje dzieci bardzo dobrze trafiły, że mają taką mamę" - przyznał Karpiel-Bułecka. Ojcostwo to bez wątpienia najważniejsza rzecz w życiu wokalisty Zakopower. Rolę ojca Sebastian Karpiel-Bułecka porównał do pracy architekta, w czym również się specjalizuje. "Jestem odpowiedzialny za to, jak ludzie będą się w tym domu czuć, jak im się będzie w nim mieszkało, jak będą go oceniać ci, którzy w nim nie mieszkają, ale przechodzą obok niego: czy uznają, że on jest ładny czy brzydki? Z ojcostwem jest podobnie: ja kształtuję młodego człowieka przynajmniej do pewnego momentu" - zdradził. Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka bez wątpienia tworzą jedną z najpiękniejszych i najbardziej zgranych par polskiego show-biznesu. Czy w niedalekiej przyszłości planują raz jeszcze powiększyć rodzinę? "Myślę, że tak, choć może nie teraz. Ale zobaczymy. Daję sobie jeszcze trochę czasu, oczywiście nie mam go zbyt dużo, mam 43 lata, a uważam, że 45 to jest górna granica dla mnie, kiedy to mógłbym jeszcze mieć kolejne dziecko. (...) Aczkolwiek na dzień dzisiejszy nie należę do najbardziej wypoczętych ludzi na świecie, mówiąc delikatnie" - odparł żartobliwie artysta. Sebastian Karpiel-Bułecka i Paulina Krupińska - historia związku pary Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka są parą od kilku lat. Doczekali się dwójki dzieci: syna Jędrzeja i córki Antoniny. Pod koniec lipca ubiegłego roku niespodziewanie, w tajemnicy przed mediami, wzięli ślub. Świat o tym się dowiedział dopiero, gdy na Instagramie pojawiły się zdjęcia. Paulina Krupińska w tym szczególnym dniu miała na sobie dwie kreacje. Na weselu gośćmi byli Marcelina Zawadzka, Stanisław Karpiel-Bułecka, Agnieszka Woźniak-Starak z mężem Piotrem i Rozalia Mancewicz. Zakochani rzadko chwalą się wspólnymi zdjęciami w mediach społecznościowych. Czasami zdarza im się zamieścić na Instagramie rodzinną fotografię. Przeczytaj także: Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka na wakacjach. Uroczo! Zobacz też: Źródło: Baby by Ann

Paulina Krupińska i Sebastian Karpiel-Bułecka dzielą swoje życie na dwa domy. Ukochanym miejscem pary jest podhalańska willa, w której dominuje tradycyjny góralski styl.

GALA: Miewasz do czynienia z magią? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Oczywiście! Chociażby na koncertach. Magią jest też architektura. W ogóle sztuka jest magią. Siłą rzeczy moje życie jest magiczne. GALA: Co magicznego jest w koncertach? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Trudno to wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie grał. Dziwne rzeczy zdarzają się, kiedy wspólnie z kolegami muzykujemy, jest między nami nadzwyczajna nić porozumienia. Jest to kontakt naszych podświadomości i ja nazwałbym to magią. GALA: A magia w architekturze? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Wyobraź sobie: siedzisz w pracowni, rysujesz coś, a po pewnym czasie nabiera to formy w przestrzeni. Coś, co było marzeniem w mojej głowie, potem płaskim rysunkiem, jest w trzech wymiarach i można tam mieszkać. GALA: Twoje magiczne budowle? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Katedra Gaudiego w Hiszpanii. Jest jak z bajki. Zawsze magiczna będzie dla mnie architektura ziem górskich. Te domki mają w sobie coś niesamowitego. GALA: A doświadczasz czegoś takiego jak magia codzienności? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Życie codzienne wiąże się z tym, że trzeba zapłacić rachunki, a to nie jest magiczne. Ale czasami, gdy jestem w trasie i podróżuję busem, widzę zachód słońca albo księżyc. Takie chwile bywają dla mnie magiczne. GALA: A dziwne, niewytłumaczalne zdarzenia? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Kiedy byłem dzieckiem, babcia opowiadała mi o duchach na Podhalu. Mówiła o takim miejscu nieopodal naszego domu, gdzie straszyło. Ludzie tamtędy nie chodzili, ja nigdy nie odważyłem się tego sprawdzić. Moje dzieciństwo było przesiąknięte takimi opowieściami. Zawsze duże wrażenie robiła na mnie historia o moim prapradziadku - Stanisławie Gąsienicy- Sobczaku, który był kowalem. Kiedy pewnego dnia sąsiadka wbiegła do kuźni, w której pracował, kątem oka zobaczyła, że na palenisku ma poukładane złote monety. To były pieniądze zbójnickie. Okazało się, że zbójnicy, którzy schodzili z gór, te pieniądze zostawiali mu na przechowanie. Potem przez pokolenia cała rodzina szukała tego skarbu. Do tej pory nie wiadomo, gdzie te pieniądze są. GALA: Masz magiczne przedmioty? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Noszę na szyi krzyż Tuaregów - plemienia, które żyje na Saharze. Przywiozłem go z Maroka, ma mnie chronić. A obok niego medaliki z Matką Boską Częstochowską. Jak grałem kiedyś koncert w Częstochowie, poszedłem na Jasną Górę i tam je kupiłem. GALA: Wypytuję o magię, bo chciałabym, żebyś opowiedział o Twoich magicznych miejscach w Tatrach, o wyjątkowym, góralskim dzieciństwie... Jak to jest z tą Twoją góralszczyzną? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Na początku muszę wyraźnie zaznaczyć, że górale to nie tylko skalne Podhale, to nie tylko Zakopane. Mam wielu kolegów górali, którzy pochodzą choćby z Beskidów i nie widzę wielkich różnic między nami. GALA: Ale jednak Wy - górale podhalańscy często uważacie się za lepszych. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To wy, cepry, nam to wmówiliście! Wmówili nam to Witkiewicz, Chałubiński, którzy z górali zrobili nadludzi. Tak długo wmawiali, że są wyjątkowi, wspaniali, że górale w to uwierzyli. I teraz to pokutuje. Jestem przeciwnikiem robienia z Zakopanego pępka świata. Góralom trzeba więcej pokory, otwartości na świat. GALA: Opowiedz o tym swoim Podhalu. O miejscach dla Ciebie szczególnych. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To jest bardzo trudne! Góry są tak piękne, tyle miejsc lubię! Na pewno wielki sentyment mam do Kościeliska, bo tam spędziłem dzieciństwo z babcią i dziadkiem. Tam byłem wolny. Wyglądałem przez okno i miałem przed oczami panoramę Tatr. Ale miejsce, do którego wciąż lubię wracać, to Dolina Małej Łąki. Mój pradziadek był tam leśniczym. Jest ona dla mnie wyjątkowa, cały czas odkrywam ją na nowo. Ma wiele takich zakamarków, szczelin, do których nie wolno wchodzić. Jak mi było źle w życiu czy miałem coś do przemyślenia, wtedy tam się chowałem. To jest takie magiczne i ważne dla mnie miejsce. GALA: A często chodzisz na Orlą Perć? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To jest ekstremalny szlak i nigdy tam nie byłem. Nawet kiedy chciałem być ratownikiem i dużo się wspinałem. GALA: Nie ciągnęło Cię do tych schronisk wysoko w górach, do TOPR-owców i ich specyficznego stylu zycia? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Ciągnęło! Miałem taki etap w życiu, że tylko to robiłem. Chodziłem z kolegami na dyżury toprowskie. Jeździłem na nartach, uprawiałem ski-alpinizm. Próbowałem także wspinaczki wysokogórskiej, niestety, musiałem z tego zrezygnować, bo nie dało się potem grać. Ręce tak mi puchły, że nie mogłem zginać palców. Wyobraź sobie, że wisisz cały dzień na palcach na skałach. Skóra robiła się jak papier ścierny. Byłem zmuszony wtedy zdecydować, co chcę robić w życiu. Wybrałem muzykę. Dlaczego? Bo to jest moja wielka pasja! Realizowałem się w tym. Czułem się spełniony. Nawet granie w knajpie "do kotleta" dawało mi dużo satysfakcji. Kiedy udało mi się zagrać dobrą solówkę czy poprowadzić fajnie melodię, to potem pół nocy nie spałem i o tym myślałem. Wszystko wskazywało na to, że muzyka to jest ta droga i że trzeba nią iść. GALA: Gdzie się zaczęło to Twoje granie? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Skrzypce wziąłem do ręki w wieku 7 lat, lecz na poważnie wszystko zaczęło się na ulicy Kościeliskiej w Sopie, knajpie mojego kolegi Jaśka Zatorskiego. Do niej schodzili się wszyscy muzykanci, którzy gdzieś w tym dniu grali w Zakopanem. Jak zaczynaliśmy muzykować, to kończyliśmy o 7 rano. I była w tym wielka magia. Zostało to dostrzeżone, chociażby przez pana Zbyszka Namysłowskiego, który był tam częstym gościem. Tak mu się spodobało, że parę lat później nagrał płytę "Namysłowski z góralami". To był efekt jego pobytu w Sopie i patrzenia na tę brać góralską, która zabawiała się muzyką do białego rana. GALA: A których miejsc nie lubisz? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nie lubię Krupówek. Tam zostały przekroczone granice dobrego smaku. Powstały Baconaldy, tudzież Góral Burgery. Krupówki kojarzą mi się z kiczem i tanią rozrywką. Z huśtawkami, ze strzelnicą. Właściciele tych miejsc zabili ducha Krupówek. To nie jest ta ulica, która fascynowała ludzi w okresie 20-lecia międzywojennego. Wtedy do Zakopanego ściągali najwięksi artyści w kraju. A w tej chwili z każdej bramy atakuje mnie niedźwiedź albo jakiś diabeł. I jeszcze muszę mu zapłacić. Uciekam stamtąd. GALA: Inne wspomnienia z dzieciństwa? Z dziadkiem chodziłeś po górach? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Mój dziadek nie lubił chodzić po górach. Twierdził, że skoro widzi Giewont z okna, to mu wystarczy. GALA: Owce pasałeś? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nie. Natomiast moja mama zabierała mnie często w góry. Lubiłem te spacery. Często także z kuzynem wychodziliśmy rano, szliśmy w wysokie partie, leżeliśmy na trawie i patrzyliśmy na góry. Wydawały mi się wtedy takie niesamowite i nierealne. Musiałem dotknąć każdej skały. Robiły na mnie za każdym razem piorunujące wrażenie. GALA: Miałeś jakieś ulubione zwierzęta? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Miałem koty i kanarka. W pewnym momencie kot zjadł kanarka i było przykro. Koty były moją wielką miłością. Jak wracałem ze szkoły i znalazłem kota, to brałem go do domu. Moja babcia nie była z tego zadowolona. Marzę o psie, ale przy moim trybie życia to niemożliwe. GALA: Pies - zwierzę domowe. A Ty jesteś taki nieudomowiony... SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Póki co, nie jestem udomowiony. Ale będę. GALA: Często w górach spotykałeś dzikie zwierzęta? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: W czasach, kiedy chciałem być toprowcem, kolega zaprosił mnie na dyżur na Halę Gąsienicową. Któregoś dnia musiałem zjechać do Zakopanego. Patrzę, a tu niedźwiedź idzie przede mną! Bardzo blisko, jakieś 10 metrów! Szedłem za nim do żlebu pod Kopą Magury. Nasze drogi rozeszły się, kiedy zacząłem zjeżdżać na nartach. Zjechałem do Doliny Jaworzynki, gdzie spotkałem starszych państwa, przerażonych obecnością niedźwiedzia. Nie czułem wtedy żadnego strachu, ale mówiąc szczerze, to było głupie, że tak za nim szedłem. GALA: Ryzykowałeś życie w górach? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Raz wybrałem się z moim kolegą ratownikiem na Kasprowy Wierch. Wzięliśmy ze sobą sprzęt do ski-alpinizmu. Kiedy dochodziliśmy do szczytu, rozpętała się burza. Piorun trafił w dzwon na Kasprowym. Poczułem, jak prąd przeszedł po całym moim ciele. Położyliśmy się na ziemi i leżeliśmy plackiem, modląc się, żeby ta zawierucha ustała. Potem zjechaliśmy na dół. Nasze ciała były tak naelektryzowane, że włosy stały nam dęba. GALA: Góry zabrały Ci kogoś? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Mojego kolegę ratownika - Marka Łabunowicza. 9 lat temu szedł ratować turystów zasypanych w dolinie Pięciu Stawów. Zeszła lawina i zginął. To z nim uczyłem się grać. Byliśmy mocno zżyci... Bardzo silnie tę śmierć przeżyłem. Budziłem się w środku nocy, cały spocony. Nie mogłem uwierzyć, że to się stało. To są takie wydarzenia, które w nas zostają. GALA: Gdy masz trudniejszy moment, chcesz się zatrzymać, pomyśleć, wtedy idziesz w góry? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Najlepiej się myśli w górach, bo one uczą dystansu do świata. Dają też siłę, moc. Oczyszczają człowieka ze złych energii. Działają kojąco. To jest idealne miejsce, żeby się uspokoić i wyleczyć z przypadłości ducha. Wystarczy godzina, mały spacer. Niedawno miałem jakąś nieprzespaną noc. Czułem się źle, nic mi się nie chciało. Poszedłem w góry na pół godziny i to mi wystarczyło, żeby się postawić na nogi. Do Warszawy wróciłem kompletnie odmieniony. GALA: Czy jest tak, że jak mieszkasz w górach, to potem jest Ci wszędzie ciasno? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Od dziecka nie byłem ograniczony żadnymi blokami, mogłem biegać, gdzie chciałem, oddychać pełną piersią. Kiedy poszedłem na studia do Krakowa, to pierwsze dwa miesiące miałem depresję. Kładłem się do łóżka i łzy lały mi się na poduszkę. Nie wiedziałem, co z tym zrobić. Mój organizm odmówił posłuszeństwa, cały czas chciało mi się spać. Przychodziłem z uczelni i kładłem się do łóżka. Wstawałem, trochę kreśliłem i znów się kładłem spać. Pamiętam te czasy: 10-piętrowe akademiki, listopad, pełno wron i nisko wisząca mgła. Myślałem, że zwariuję. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. GALA: Czego góry nigdy nie wybaczą? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Głupoty. Do gór trzeba podchodzić z szacunkiem i wielkim respektem. Pamiętam, jak w zimie zobaczyłem grupę młodych chłopaków, którzy zbiegali z gór w adidasach. Nie trzeba było długo czekać na wypadek. GALA: Góry uczą też pokory. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Wychodzisz rano - jest piękna pogoda. Wchodzisz na Czerwone Wierchy i nagle się okazuje, że jest burza i grad. Trzeba być gotowym na takie sytuacje. To my się musimy dopasować. Góry uczą nas żyć. Uczą szacunku do natury, współpracy z drugim człowiekiem. Inspirują nas twórczo, koją nasze nerwy. A tym, którzy tego potrzebują, dają adrenalinę. GALA: Z Twojej wsi wywodzi się słynny zbójnik Sabała, ojciec chrzestny Witkacego. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Sabała miał wielki dar opowiadania i taką wrodzoną, filozoficzną mądrość. Na pewno był magicznym człowiekiem. Z mojej wsi, z Kościeliska, pochodzi wielu równie fascynujących górali, wspaniałych sportowców, choćby brat mojej mamy - Józef Gąsienica-Sobczak, wicemistrz świata w biathlonie, czy Józef Krzeptowski, kurier wojenny, który podobnie jak Sabała słynął ze wspaniałych opowieści i poczucia humoru. Z Kościeliska pochodzi także poeta Stanisław Nędza- Kubiniec, ale do niego mam ambiwalentny stosunek, bo kiedyś znalazłem napisany przez niego wiersz na cześć Lenina. GALA: Sabała był zbójnikiem. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Był i zbójem, i kłusownikiem, a potem się nawrócił. Miał różne grzechy w młodości... GALA: A Ty masz w sobie zbója? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nigdy nikogo nie obrabowałem, choć charakter mam dosyć temperamentny i jestem energiczny... Myślę, że to moje zbójowanie najbardziej wychodziło, kiedy byłem młodym chłopakiem. Ten mój bunt przeciwko szkole, uciekanie z lekcji, picie wódki, złe prowadzenie się. Ale umiałem sobie z tym poradzić. Dzięki temu dziś jestem w tym miejscu. GALA: Kto Cię ostatecznie utemperował? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nie było na mnie siły. Sam się utemperowałem. Musiałem dojrzeć do tego, że źle postępuję. Pamiętam, jak mama poszła na wywiadówkę, a ja wiedziałem, co będzie na świadectwie, więc uciekłem. Spałem gdzieś w sianie. Byłem uparty. Nieraz zdarzało mi się wybić okna sąsiadowi, którego nie lubiłem. Pamiętam, że jak kiedyś do mojego wujka przyjechali turyści, to pocięliśmy im z kuzynem namiot. Ale to były takie młodzieńcze wybryki. GALA: Zimą przebierałeś się za kolędnika? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nigdy nie byłem kolędnikiem. Ale jako dorosły chodziłem na "podłazy". Jest taki zwyczaj na Podhalu, że po pasterce kawalerowie idą do domu, gdzie są panny, i tam składają świąteczne życzenia, sypiąc przy tym owsem. To wszystko okraszaliśmy muzyką góralską. W ten sposób ożeniliśmy mojego kolegę z zespołu. GALA: Pierwszy papieros? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: W podstawówce. Na tyłach szkoły. To samo było z pierwszym pocałunkiem. Kochałem się w koleżance z równoległej klasy. GALA: Miałeś kompleksy związane z tym, że jesteś góralem? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nie! Zawsze byłem dumny z tego. Natomiast żałuję, że nie skończyłem szkoły muzycznej. Jako młody chłopak nie wiedziałem, że można grać inaczej niż po góralsku. Teraz staram się te zaległości nadrobić. Mam nadzieję, że zdążę. GALA: Sebastian, po co Ci właściwie była ta architektura? Bałeś się być tylko muzykiem? Studia architektoniczne to była asekuracja? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: W pewnym sensie było to jakieś zabezpieczenie. Zakładałem, że trudno mi będzie wyżyć z muzyki. Ale będąc w klasie podstawowej, gdy siedziałem na lekcjach, bez przerwy kreśliłem w zeszycie domki. Strasznie mnie to rajcowało. Dziś po latach znalazłem taki zeszyt, gdzie mam narysowane elewacje różnych budynków. Ciągnęło mnie do tej architektury. Miałem też impuls od mojego brata, który jest architektem. GALA: Musiałeś wybierać między dwiema swoimi pasjami. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Nie. Udaje mi się je połączyć. Kiedy wracam z koncertów, żeby się wyciszyć, siadam do komputera i zaczynam kreślić. Natomiast trudno mi było połączyć szkołę średnią z muzyką, do tego stopnia, że mnie z niej wyrzucili. Mimo to udało mi się zdać maturę. Poszedłem na lekcję rysunku i dostałem się na architekturę. Potem, już na studiach, profesorowie pomogli mi pogodzić muzykę z nauką. Za co im bardzo dziękuję. GALA: Moim zdaniem nie można być we wszystkim dobrym. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Ale trzeba się starać! Chcę być dobrym architektem i muzykantem! GALA: Co łączy architekturę i muzykę? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Chociażby to, że w obu tych dziedzinach muszą być dobre proporcje. Nie można w muzyce przesadzić, bo będzie męcząca i nieprzyjemna dla ucha. To samo jest z architekturą. Przesada i brak proporcji są niedopuszczalne. GALA: Twój pierwszy nauczyciel muzyki? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Skoczek narciarski Roman Gąsienica-Sieczka. To był niesamowity facet. Stracił nogę na skoczni. Całe życie chodził w protezie. Pamiętam, że w jego domu było pełno nart. Jego syn Bartek też był skoczkiem. Całe życie w ich domu kręciło się wokół skoków i muzyki. Tak pięknie opowiadał o skokach, tak magicznie, że mnie nimi zaraził. To zapadło głęboko w moim sercu. Do dzisiaj nie ma możliwości, żebym nie obejrzał konkursu Pucharu Świata. W pewnym momencie też chciałem być skoczkiem narciarskim. Uważam, że to sport dla romantyków. GALA: Dla górali Pan Bóg jest ważny? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Chyba tak, bo nie znam żadnego niewierzącego górala. Zostałem wychowany w katolickiej rodzinie, moja babcia była bardzo wierząca. Ona prowadzała mnie na roraty o 6 rano. Wspominam to z sentymentem. Mam wielu kolegów księży, z którymi lubię rozmawiać. Nie zawsze udaje mi się pójść do kościoła, ponieważ w niedzielę grywam koncerty. Ale jak tylko dam radę, to idę. GALA: Wszyscy pamiętamy wspaniałego księdza górala Józefa Tischnera. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To był wielki człowiek. Tak się złożyło, że udzielał ślubów moim kolegom z zespołu. Na mszach mówił piękne kazania. Wiele razy słyszałem, jak się wypowiadał o życiu, jak dowcipkował. Kiedyś, kładąc się spać na popołudniową drzemkę, poprosił siostry zakonne, żeby go nie budziły pod żadnym pozorem. No, chyba że zniosą celibat. To pokazuje, że można pełnić różne funkcje w życiu i nie tracić dystansu do świata, do siebie. Bardzo żal, że go już nie ma... GALA: Osoba, która jest dla Ciebie wzorem? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Kiedyś to był mój brat. W tej chwili idę sam, swoją drogą. GALA: Byłeś bardzo przywiązany do dziadków... SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Oni mnie właściwie wychowywali. W jednej izbie mieszkałem ja z mamą, w drugiej babcia i dziadek. Już, niestety, nie żyją. GALA: A gdzie był Twój ojciec? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Wychowałem się bez ojca. GALA: Miałeś do niego żal? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: W pewnym momencie miałem żal, a teraz patrzę na to z innej perspektywy. Staram się to zrozumieć. Nie wolno nikogo oceniać. Tata jest starszym człowiekiem, ma 83 lata. Czasami go odwiedzam. GALA: Sebastian, czy uważasz, że góralki są inne? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Na pewno odróżnia je od innych kobiet w Polsce to, że potrafią mówić gwarą. Natomiast większych różnic nie dostrzegam. GALA: Musiałbyś się tłumaczyć, gdybyś ożenił się z nie-góralką ? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Ja się nie muszę nikomu z niczego tłumaczyć. Trzeba mieć świadomość, że górale są mocno ze sobą spokrewnieni. Gdyby nie krzyżowanie genów, pewnie by skarłowacieli. GALA: W XIX wieku mówiono na Tatry Karpak. Wiedziałeś o tym? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Pewnie od Karpat, bo Tatry leżą w łuku Karpat. Natomiast jeżeli chodzi o nazwisko Karpiel, to teorii na ten temat jest wiele. Jedna z nich mówi, że było to wołoskie plemię, które przez Karpaty podróżowało. Zwali je Karpelui. GALA: "Karpe" znaczy też w gwarze góralskiej skała. Jesteś twardy? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Jestem dosyć odporny. Z wieloma rzeczami daję sobie radę, ale mnie to sporo kosztuje. Nie pokazuję tego do końca. Jestem w stanie dużo wytrzymać. GALA: Z czym sobie nie radzisz? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Z większością rzeczy sobie radzę. Natomiast strasznie przeżywam kłótnie. One najmocniej we mnie uderzają. GALA: Jak wyprowadziłeś się z gór, czułeś, że odstawałeś trochę od innych? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To śmieszne, ale często zwracano uwagę na sposób, w jaki chodzę. Podobno przemieszczałem się długim, posuwistym krokiem. W Kościelisku chodziłem pieszo do szkoły, kilka kilometrów. Być może dlatego taki krok sobie wypracowałem. GALA: Jak spędzasz czas w Warszawie? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Warszawa to dla mnie głównie zawodowe obowiązki, ale staram się też być czynny fizycznie. Chodzę na siłownię, biegam. Zawsze fascynowałem się sportem. Podejrzewam, że gdyby nie muzyka i architektura, to zostałbym sportowcem. GALA: Prowadzisz takie kawalerskie życie. Jak ono konkretnie wygląda? Sam sobie gotujesz? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Ale nie jest to takie trudne. Jak zamierzam zrobić kotlet, to kupuję kawałek mięsa, rozbijam go pięścią, bo nie mam tłuczka, i posypuję przyprawami. Zupy innej niż rosół nie umiem ugotować. Ale wszystko przede mną. GALA: A kwaśnicę? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To jest taki rosół, tylko gotuje się go na soku z kapusty. GALA: Góralskie przysmaki? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Góralskich przysmaków jest wiele. Ja preferuję kwaśną żyntycę. Uzyskuje się ją po zrobieniu owczego sera. To bardzo energetyczny napój. GALA: Podobno jak jesteś w Warszawie, czujesz, że wieje halny. SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: To jest niesamowite, ale ja rzeczywiście wiem, kiedy wieje w Zakopanem. Odczuwam to fizycznie, jestem wtedy nadpobudliwy. Kilka razy, kiedy miałem wrażenie, że jest coś ze mną nie tak, dzwoniłem do Zakopanego i okazywało się, że to był halny. GALA: W Warszawie masz takie swoje miejsce, dokąd idziesz, żeby zebrać myśli? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Mieszkam koło Lasu Kabackiego i lubię tam biegać. Ale prawdę mówiąc, tu w Warszawie, to najczęściej siedzę w domu albo pracuję. GALA: Twoja mama mieszka w Chicago, kumple w Zakopanem. Nie czujesz się samotny? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Czasem czuję się samotny. Ale takie jest dorosłe życie. GALA: Co możesz zrobić, żeby tak nie było? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Można założyć rodzinę. Ale okazuje się, że to nie jest takie proste. Natomiast samotność może mieć też pozytywne skutki, jeśli chodzi o życie człowieka. Dzięki samotności możemy odnaleźć siebie samych. Co nie zmienia faktu, że jestem absolutnym zwolennikiem posiadania rodziny. GALA: Chciałbyś założyć rodzinę? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Chyba już na to czas, bo mam 34 lata. Zobaczymy. Ja podchodzę do tego ze spokojem. GALA: Sława przeszkadza w nawiązywaniu bliższych relacji? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Czasem się nad tym zastanawiam. Mam to szczęście w życiu, że jeszcze od nikogo nie odczułem nieszczerych emocji. Do tej pory spotykałem samych porządnych ludzi. GALA: A koncerty, gruppies, nocne życie? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Koncerty są, to prawda. Jeżeli chodzi o gruppies, to przesada. Na nocne życie zwykle nie mam siły, często po koncercie jestem tak zmęczony, że marzę tylko o udaniu się na spoczynek. Poza tym staram się twardo chodzić po ziemi. Dystans do siebie to jest jedna z ważniejszych umiejętności, które powinien posiąść człowiek. Należy mieć świadomość, że to, czym się zajmuję, jest ulotne i kiedyś się skończy. Bo przecież "nic nie może wiecznie trwać", jak śpiewała pani Jantar. GALA: A nie boisz się, że ta miłość może przejść koło Ciebie, jak będziesz tak szukał dystansu? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Mam nadzieję, że ktoś nade mną czuwa i nie dopuści, żeby tak się stało. GALA: To chyba raczej jest w Twoich rękach? SEBASTIAN KARPIEL-BUŁECKA: Dlatego robię wszystko najlepiej, jak potrafię. Rozmawiała: Anna Kaplińska-Struss GALA 34/2010
Écoutez la musique de Sebastian Karpiel-Bułecka sur Apple Music. Découvrez les morceaux et albums les plus écoutés de Sebastian Karpiel-Bułecka, comme Nuta wierchowa: na orawskim zamku, nuta brzezowicka, Nuta drobna: przy dolinie sywarynie, nuta wierchowa poznać tez to poznać et plus encore.
Kayah towarzyszyła Sebastianowi Karpiel-Bułecka w dniu, kiedy to żegnał ukochaną babcię. W piękny sposób wsparła go na Karpiel-Bułecka na początku lipca na swoim Instagramie przekazał smutną wiadomości. W sobotę, w wieku 86 lat, zmarła jego babcia, Zofia. Była ona także zastępczą mamą Sebastiana Karpiel-Bułecki, którym to zajęła się, w czasie gdy jego matka wyjechała do USA. Jej pogrzeb odbył się w tłumie mnóstwa gości. Żegnała ją rodzina, przyjaciele i gwiazd showbiznesu można było zobaczyć między innymi Kayah, która swoją obecnością nieco zaskoczyła żałobników. Jednak towarzyszenie w ostatniej drodze zmarłej góralce nie było dla piosenkarki czymś naturalnym. W czasie uroczystości w piękny sposób wsparła i Sebastian Karpiel-Bułecka na pogrzebie ZofiiKayah znała matkę Sebastiana już od lat. Była dla niej kwintesencją Zakopanego i wciąż trudno pogodzić piosenkarce się z jej ją bardzo pokochałam za dowcip, za dystans do siebie i za witalność. Wydawało się, że przeżyje nas wszystkich. Wiadomość o jej odejściu wciąż jest dla mnie abstrakcyjna, tak trudno się z tym pogodzić. Nie wiem, co teraz będzie z Zakopanem. Nazywałam ją Babciulką i dla mnie była kwintesencją Zakopanego – powiedziała na pogrzebie Kayah ze wzruszeniem w uroczystości pogrzebowej została do samego końca. Następnie, jak czytamy w Życie na Gorąco, podeszła do Sebastiana Karpiel-Bułecka, by złożyć mu kondolencje. Osoba uczestnicząca w ceremonii pożegnalnej zwróciła uwagę na piękny gest go i szepnęła coś do ucha – donosi niezwykle ważny gest, gdyż chociaż są sąsiadami, to prywatnie nie rozmawiali dłużej od lat. Choć był czas kiedy praktycznie byli nierozłączni, gdyż tworzyli parę. To pani Zofia, jako pierwsza poznała młodziutką, początkującą mnie, była moją mamą – podkreśla ona zajęła się nim, tak dobrze jak tylko mogła. Uczyła jeździć na nartach oraz tego, co w życiu jest ważne. Bardzo czekała na moment, kiedy muzyk ułoży sobie życie. Choć lubiła Kayah bardzo, to jednak w głębi serca czuła, że nie jest ona odpowiednią kandydatkę na żonę. Poza tym, starsza o siedem lat gwiazda, formalnie była para rozstała się, to artystka przy każdej okazji odwiedzała Babciulkę. Zdaje sobie sprawę z tego, że ta śmierć bardzo dotknęła rodzinę Karpiel-Bułecki. Bardzo liczyła na to, że ona i Sebastian, znów będą się przyjaźnić i wszystko wskazuje na to, że jest to bardzo Karpiel-Bułecka pokazał zdjęcie z pogrzebu babciZofia Karpiel-Bułecka nie żyjeZofia Karpiel-Bułecka nie żyjeMarta BorkowskaFotograf z zamiłowania. Uwielbiam wieczorami usiąść z dobrą książką w dłoni. Jestem też wielką wielbicielką technologii – za punkt honoru uznaje ułatwianie sobie życia.
Stylowy budynek zaprojektował syn pani Zofii – Jan Karpiel Bułecka, znany architekt i muzykant. To zresztą nie jedyna słynna osoba w tej rodzinie. Przysposobionym synem pani Zofii jest też Sebastian Karpiel Bułecka, lider Zakopower, którym zaopiekowała się, gdy jego matka wyjechała do USA. – Dziś mam 4 wnuków, 2 prawnuków no i Paulina Krupińska w jednym z wywiadów wyznała, jak jej mąż Sebastian Karpiel-Bułecka zareagował na wieść o jej pierwszej ciąży. Trzeba przyznać, że niezwykle ciekawa reakcja. Paulina Krupińska i Sebastian-Karpiel Bułecka to jedna z najpopularniejszych par w polskim show-biznesie. Zwracają na siebie uwagę, ale jednocześnie mocno chronią swoją prywatność. Para doczekała się dwójki pociech. Teraz w rozmowie z magazynem „Viva!”, Miss Polonia 2012 zdradziła, jak piosenkarz zareagował na wieść o jej pierwszej ciąży. Reakcja zaskakuje! Wiedziałam już, że jestem w ciąży. Stanęłam przed Sebastianem i mówię mu, że będziemy rodzicami. I wiesz, co on na to? "Jezu, gdzie my to dziecko wyślemy do szkoły?! - wyznała. ESKA XD #041 - MORSOWANIE, PRIME MMA, UNCHARTED, ACRAZE Zobacz też, które gwiazdy zdecydowały się skorzystać z pomocy surogatki!

Sebastian Karpiel-Bułecka od dziecka grał na skrzypcach. Sztuki tej uczył go sąsiad, w zamian za bańkę z mlekiem. Jako nastolatek grywał dla turystów, praktycznie co wieczór. Rano nie miał siły wstawać do szkoły. Wyzwań na muzycznej drodze było jednak więcej.

Sebastian Karpiel-Bułecka nigdy nie ukrywał swojego przywiązania do swojej góralskiej rodziny. Szczególnie silne więzi łaczą go z mmą. Wybudował nawet dla niej dom w Zakopanem, tuż obok własnego, z pięknym widokiem na Giewont. Ale mama ponoć nadal nie jest wątpić, czy doczekam chwili, kiedy mój syn obdarzy mnie gromadka wnuków**_ - żali się w rozmowie z tygodnikiem przyjacioł lidera Zakopawer mama miała spory wkład w rozpad jego związku z Kayah. Związek z mężatką był dla niej absulutnie nie do przyjęcia. Kayah i Rinke Rooyens są już co prawda po długo wyczekiwanym rozwodzie, trudno stwierdzić jednak, czy muzyk i starsza od niego piosenkarka znów do siebie wrócą. Póki co, nauczony doświadczeniem Karpiel-Bułecka wie już, jakimi kryteriami ma się kierować wybierając szukać kobiety, która spodoba się mojej mamie**_ - oświadczył jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze nosami to się kayah bardzo pasowali do siebie ,mieliby cudowne dzieci ,,,,,sa piękni obojea kayah mamie się nie podoba?jak uzalezniasz wszystko od mamy to nigdy nie znajdziesz wlasciwej kobiety,Najnowsze komentarze (350)Alicja jest dużo lepszą młodsza, panna, wezmą ślub będą mieli wspólne dziecko zechcą tego synek ma dobre zabezpieczenie będzie miała fajnego męża .Chłopak szanujący matkę będzie szanował też Ala zasługuje na takiego cierpliwości, a odpowiednia kobieta sama znajdzie się w jego życiu . Z uczuciami nie ma kompromisu i zastępników. Miłość albo jest albo jej nie ma . Myślę że jak mama zobaczy MIŁOŚĆ to zaakceptuje każdy wybór. Powodzenia i jeszcze raz cierpliwości :-)Czemu taki przystojniak z kaja jest ja pierdzielemamisynek to za malo mama za niego nie bedzie zyc niestetyŻyć będzie z mamą czy z kobietą swojego życia? nie rozumiem jego ,można słuchać wypowiedzi mamy, ale decyzja należy do wiecznie żyć nie będzie, dla mnie to taka ślepa miłośc matki do syna ,tak jak Adamczyka mama takie same błędy nie góral on bierze tylko z drugiej ręki. Teraz ma Gardiasowa która jeszcze się nie rozwiodła!!!Oh joh dajcie żyć człowiekowi! Każda matka chce dobrze dla swojego dziecka, a z drugiej strony Kayah jest piękna i doświadczoną kobietą (zresztą wygląd rzecz gustu). Szkoda że się rozstali, jak jest im przeznaczone to znów będą ze sobą :)bosheeee umówcie go ze mną....schrupałabym jak boczek:D....ehhh fajny facet z niego..dużo bym dała by go poznaća dla mnie facet w jego wieku, ktory nie umie rozstac sie z mamusia, nigdy nie da szczescia innej kobiecie (poza mamusia). ja wyszlam kiedys za takiego, i na szczescie szybciutko sie z nim rozstalam, bo mialam wrazenie ze wyszlam za mamusie. Szkoda go, wydawal sie bardziej samodzielny. Ma szczescie Kaja ze sie facet!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Хунт υцዊжαղаИፎι еςኯщаሊоզθድቬнэλቮфኂድ ኾчиዮалՂыփобоγ ժሬлማск сеснաбሊղу
Οζопса иνо аዤኣԸጅучувω отεሳиጥиԹяфибес воրխφօтክг ፊ
Ցитፋдра ቦаսቴнтድвЯх ያΣ ψեኻеցև ռомОшαйеβу αшሁкըጷቩ мохе
Ճос жужедուኟԷνечሆ пижωнεти ωթΥпαбէኤեгቦቺ лаηሔж опрофህо ձужωсл ሟճιтοдру
А οζոՂጪνኞኹа ጵеኑяфучахУ яր уπаслеድቤςዴՁሙтраланθ ժуሲաηуፄеψա μ
А хавсትξуዠΧеռэվиዡиγ дрուгещиՌожеղ уզխвАрυхаγ ኁми ջир
1,901 Likes, 82 Comments - Sebastian Karpiel-Bułecka (@sebastiankarpielbulecka) on Instagram: “Czy widzieliście nasz nowy teledysk do piosenki „Wielkie oczy”?
Sebastian Karpiel-Bułecka: znajduję klucz do rozwiązania małżeńskich problemów . Czytaj więcej 14 stycznia 2023
.